Kurioza, które mogą zaskoczyć Polaka w Finlandii część I

Finlandia zadziwiać mnie nie przestaje, mimo że od jakiegoś czasu już jestem z nią związana. Co i rusz natykam się na jakieś osobliwości, czy to dotyczące kuchni, rozrywki, czy samych Finów, którzy są narodem bardzo specyficznym. Postanowiłam zebrać moje obserwacje do kupy i rozpocząć cykl „Fińskie Kurioza” – oto przed Wami pięć z nich, które jako pierwsze przyszły mi do głowy:

1. „Kiełbasa”

Po próżnicy szukać w Finlandii czegoś, co my, Polacy, nazywamy kiełbasą. Niemożebnie nad tym ubolewam, szczególnie podczas moich conocnych, lodówkowych eskapad. Finowie na swój kiełbaso-podobny produkt mówią makkara, a że w niczym naszej kiełbasy nie przypomina, makkara trwale umiejscowiła się w moim prywatnym słowniku języka polskiego, stając się po prostu makkarą. W przypływie entuzjazmu i dobrego humoru nazwałabym ten fiński „przysmak” parówką, jednak nawet to określenie zdaje się być niezasłużonym komplementem. Polskie parówki raczej nie mają konsystencji plasteliny. Na dodatek makkara jest gruba i ma twardą skórę. Finom to jednak zupełnie nie przeszkadza, ba, zajadają się makkarami namiętnie. O ile makkarowa zupa, zapiekanka czy makkara z pieca (fińska klasyka) wywołują u mnie tylko lekki grymas odrazy, o tyle makkara na grillu zawsze wytrąca mnie z równowagi. Wyobrażacie to sobie? Gruba skóra pęka, robi się czarna, a bezmięsne wnętrze pozostaje różowe i gliniaste… Dodam jeszcze, że nieodzownym dodatkiem do makkary z grilla jest pozbawione smaku fińskie piwo. Aha, nie dajcie przypadkiem się zwieść nazwom, gdy będziecie w Finlandii – krakovan makkara to nadal ta sama fińska pseudo-parówka (która tylko sieje zamęt w głowach Finów, bo budzi niebezpieczne skojarzenia z Krakowem), podobnie jak bratwursti, kabanossi czy balkan makkara.

Makkara zapiekana z serem, palce lizać!

Makkara zapiekana z serem, palce lizać!

2. Niespodzianki pośród dziczy

Porozrzucane po fińskich lasach, ogólnodostępne grille, wiaty, a nawet domki dla turystów to zjawisko nierzadkie i bardzo fajne. Co więcej, każde z tych miejsc zazwyczaj zaopatrzone jest w drewno i potrzebne narzędzia typu siekiera czy piła. Domki są popularne na północy Finlandii; w czasie naszych lapońskich podbojów często z nich korzystaliśmy. W środku zawsze czekało na nas wiele skarbów, z których mogliśmy zrobić użytek – od piecyka, poprzez naczynia czy środki czystości, na świeczkach kończąc. Nawet wychodki nie pozostawiały nic do życzenia. Ile lat musi jeszcze minąć, żeby coś takiego mogło funkcjonować w Polsce? Siekiery bywały bardzo porządne…

Jeden z darmowych domków w Parku Narodowym Pyhä-Luosto (czerwiec, godzina druga w nocy)

Jeden z darmowych domków w Parku Narodowym Pyhä-Luosto (czerwiec, godzina druga w nocy)

3. Drzwi

Fińskie drzwi, które posiadają zamki, zadziwiają mnie z dwóch powodów. Pierwszy (dla mnie zupełnie niezrozumiały) to brak klamek. Czy naprawdę trzaskanie drzwiami to najlepszy sposób, żeby je zamknąć? Drzwi do pomieszczenia dla rowerów w moim bloku irytują mnie szczególnie. Połączenie braku klamki, przeciągu i rękawiczek (zazwyczaj próbuję złapać za zamek) sprawia, że zamknięcie ich od środka (otwierają się na zewnątrz) graniczy z cudem i za każdym razem doprowadza mnie do stanu ekscytacji o zabarwieniu negatywnym. Drugą osobliwością, jeśli chodzi o fińskie drzwi, jest ich system zatrzaskowy. Finowie pewnie nie znają wyrażenia „zamknąć drzwi na klucz”, ponieważ nie potrzebują do tej czynności klucza. Co to jest, jak nie niecny psikus wymierzony w osoby roztargnione? Kilka lat temu zdarzyło mi się wyciągać klucze przez lufcik przy pomocy długiej listwy…

4. Fachowcy

Na ten temat mogłabym stworzyć epos. Dobrym przykładem obrazującym tempo i jakość prac fińskich fachowców jest „renowacja okien”, która niedawno miała miejsce w naszym bloku i polegała na… pomalowaniu ram okiennych. Zajmowało się tym pięciu facetów. Ile czasu potrzeba PIĘCIU mężczyznom na pomalowanie PIĘCIU ram MAŁYCH okien, w które wyposażone jest nasze mieszkanie? Panom Finom miesiąc nie wystarczył. Okej, w tym czasie malowali też okna w kilkunastu innych (małych!) mieszkaniach, ale to tym gorzej świadczy o ich organizacji pracy. Mam podejrzenia, że ich dzienny plan obejmował pomalowanie dwóch centymetrów kwadratowych i to codziennie w innym, wybranym przypadkowo mieszkaniu. Przez cały ten czas wszędzie panował przeraźliwy bałagan, a okna zasłonięte były folią (pogodę sprawdzałam w internecie). No i codziennie na wszelki wypadek wstawałam wcześnie rano, ponieważ panowie mieli swój klucz, a nie uśmiechała mi się pobudka w otoczeniu obcych mężczyzn. Myślicie sobie – wolno, ale dobrze? Nic bardziej mylnego. Po co w ogóle komu taśma ochronna? Krzywa, biała ramka namalowana od ręki na brzegu całej szyby (!) skutecznie zamaskuje wszelkie potknięcia. A że nasionka poprzyklejane do ramy? No lecą z drzew, co zrobić? (Nie stawiać świeżo pomalowanych okien pod drzewem? Hmm…) Właściwie to cała ta zabawa z pędzlem była dodatkowym zajęciem panów fachowców, pewnego rodzaju urozmaiceniem. W końcu ile można siedzieć, czytać gazety, palić papierosy i pić kawę? Mieszkanie wynajmuję, więc nie pozostawało mi nic innego, jak zacisnąć zęby i cierpliwie czekać; gdyby było moje, chyba bym nie przeżyła tej fuszerki, a kosztowała ta impreza na pewno niemało.

5. Punktualność do bólu

Finowie się nie spóźniają. Jeśli impreza zaczyna się 20:00, spodziewaj się ich 19:59 (najpóźniej). Jeśli masz zamiar się spotkać z Finem w mieście o godzinie 15:00, to od 14:55 lepiej trzymaj komórkę pod ręką, bo pewnie zaraz będzie dzwonić („Czemu cię jeszcze nie ma!?”). Może to i cecha jest pozytywna, ale czasem bardzo irytująca… □

Kolejne części: 

Kurioza, które mogą zaskoczyć Polaka w Finlandii część II

Kurioza, które mogą zaskoczyć Polaka w Finlandii część III

The following two tabs change content below.

Natalia

Autorka
Włóczykij, nurek, biotechnolog. Mieszka w Singapurze, tęskni za Finlandią. Lubi czytać, nad miasta przedkłada łono natury, a na blogu promuje odpowiedzialne podróżowanie.

  28 comments for “Kurioza, które mogą zaskoczyć Polaka w Finlandii część I

  1. 9 stycznia 2015 o 20:35

    A w Szwecji ponoć znają kiełbasę. Znaczy moja wiedza bazuje na „Dzieciach z Bullerbyn”, w których dziewczynki kupowały „kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej”. :D

  2. 9 stycznia 2015 o 21:23

    ah kiełbasa… W Irlandii gdyby nie polskie/litewskie/ruskie sklepy też na próżno szukać. Owszem maja te swoje sausages ale koło polskiej kiełbasy to nie leżało.
    We Francji mam trochę lepiej ale i tak słabszy wybór wędlin / kiełbas niż w PL.
    Drzwi bez klamek mieliśmy w jednym domu w Dublinie. Tzn klamka była owszem ale właśnie taka zatrzaskowa ;)
    Punktualność to na plus dla nich. Jak bym chciała żeby tak Francuzi przykładali wagę do czasu . Po co ? Oni maja czas na wszystko. 22:00 ,, juz kolacja ? Jeszcze mamy czas”. 6 miesięcy prosić o jakiś dokument ,, wiem wiem muszę Ci to napisać ale … Mamy przecież czas”. Przykładów można by mnożyć. Miłego dnia

  3. 9 stycznia 2015 o 21:49

    Z czego jak z czego, ale z kiełbasy to my możemy być dumni. Trochę krajów odwiedziłem i nigdzie wyroby mięsne nie były choć w połowie tak smaczne jak u nas…

  4. 9 stycznia 2015 o 21:52

    Te domki w lasach to coś niesamowitego! Taki nocleg w chatce wydaje mi się wart więcej, niż luksusowe all inclusive w pięknym resorcie. No i oczywiście można pozazdrościć zaufania społecznego i tego, że można zostawić kolejnym podróżnym narzędzia, drewno, zostawić po sobie czystość. Coś wspaniałego!

  5. 10 stycznia 2015 o 05:38

    Tymi domkami w Finlandii to narobiłaś mi smaku! Jest to jakaś szansa na zobaczenie kraju w budżetowej wersji. Powiedz mi, jeżeli wiesz – czy jest jakaś strona z wymienionymi wszystkimi domkami i czy w sezonie letnim są one zapchane po brzegi?

    • 10 stycznia 2015 o 18:26

      Domki są oznaczone na mapach poszczególnych parków narodowych. Raczej nie są specjalne oblegane, zazwyczaj są puste, właściwie to tylko raz natknęłam się na pełen domek (pisałam o tym tutaj). Trzeba mieć zawsze namiot ze sobą na wszelki wypadek. Kiedyś objechałam Finlandię wzdłuż i wszerz, nie wydając na noclegi ani centa. :) Nawet jeśli nie w domkach, to spałam w „szelterach” (w czerwcu w Laponii komarów jeszcze nie było). Ale tak jak mówiłam – te domki to głównie na północy (w Norwegii i Szwecji jest chyba podobnie – np. istnieje taki długi szlak przez te trzy kraje prowadzący właśnie od domku do domku). Pozdrawiam!

  6. 10 stycznia 2015 o 20:52

    Pomysł z darmowym noclegiem w dziczy jest przepiękny. Podsunęłaś mi wspaniały pomysł na Finlandię :) dzięki

  7. ~Aleksandra
    12 stycznia 2015 o 19:52

    To prawda nocleg w takim domku to coś niesamowitego, mialam okazję tam byc zima ,dokladnie w Levi.Laponia jest przepiekna :-)cudowne wspomnienia,mam nadzieje ze tam wroce :-)

  8. 14 stycznia 2015 o 09:50

    Naszej polskiej pachnącej kiełbaski to baaardzo by mi brakowało :) W ogóle, ja sobie jakoś nie wyobrażam, żeby mogło jej nie być w lodówce :P
    Co do domków – świetne! I ten na zdjęciu i idea w ogóle. W Polsce podejrzewam (stereotypowo myśląc), że zaraz zostały by rozgrabione i rozszabrowane… Niestety u nas nawet „zielone punkty” czy jak to zwał, czyli takie zajazdy w lasach pozostawiają dużo do życzenia i funkcjonalności.

  9. 14 stycznia 2015 o 16:10

    Juz wiem, gdzie sie wybiore, jak dotre do Finlandii:)

  10. 19 stycznia 2015 o 11:38

    Z tymi drzwiami dziwna sprawa, trudno by mi sie było przyzwyczaić do tego. Jeśli o punktualnosc chodzi to Polacy powinni się uczyć! Nie mam nic przeciwko takiemu dokładnemu trzymaniu się ram czasowych. Strasznie mnie denerwuje to, że ludzie tu ciągle się spóźniają…

    A co do kiełbaski, jak można nie mieć smacznej kiełbaski na grilla! :(

  11. 20 stycznia 2015 o 11:46

    Witam
    Ja również gościłem przez jakiś czas w Finlandii,rzeczywiście ludzie mają większe poczucie czasu niż my Polacy. Studiowałem tam i punktualność była bardzo ważna choć czasami jak dla mnie przesadna. Pozazdrościć im możemy sposobu podejścia do natury, gdzie u nas niestety nie przywiązuje się do tego wagi. Pozdrawiam

  12. ~Marcin
    30 stycznia 2015 o 08:11

    Ja wybrałbym sie na podróż po Finlandii i ogólnie całej Skandynawii kamperem/ przyczepą kempingową. Z tego co słyszałem, jest to popularne i lubiane tam? Tylko te ceny….http://www.klaja.pl/index.php/oferta/samochody-kempingowe-kampery/przyczepy-kempingowe-uzywane/ :(

    • Natalia
      30 stycznia 2015 o 13:41

      Rzeczywiście drogo! Ale gdy się już ma taką przyczepę, to można sporo zaoszczędzić tutaj na miejscu. Nie mówiąc o tym, że to dość wygodny sposób podróżowania. Tak, dużo ludzi tu coś takiego praktykuje. :)

  13. 9 lutego 2015 o 21:59

    Kiełbasę, która przypomina plastelinę, ale jest ekologiczna oraz dietetyczna, spotyka się chyba w całej Skandynawii. Ja podobną usiłowałem zjeść w Danii. Słowo „usiłowałem” jest tutaj kluczowe :-) Fińskie piwo jest słynne ze swojej bylejakości… Ale krajobrazy mają piękne, więc na rower albo na kajak tam się wybiorę. Pozdrowienia :-)

  14. ~Andrzej
    17 lutego 2015 o 09:48

    Natalio czy mogę prosić o rozplanowanie tras noclegów na 10 dni po Finlandii z darmowymi domkami tanimi sklepami i tak dalej .
    pozdrowienia i dzięki za piękny blog

  15. ~pat
    17 lutego 2015 o 10:56

    Moj Boze, jeden Fin wyklocal sie ze mna co to jest krakovan makkara i nawet jak mu przywiozlam z Polski to nie chcial uwierzyc, ze nie ma racji. Proba prawdziwej kielbasy tez nie skonczyla sie pomyslnie-. narzekal, ze za twarda i ze trzeba gryzc!! PS. W Szwecji tez maja parowki zwane kielbasa krakowska, widzialam na youtubie jak FoodEmperor gotowal bigos na „tym czyms”

  16. ~kielpin
    22 lutego 2015 o 18:24

    Witam, fajne są też sauny przy każdym, nawet najmniejszym, jeziorku. Akurat tutaj gdzie mieszkam jest tego dużo. Co do „kiełbasy” idzie przywyknąć, do pozostałego jedzenia też, chociaż jakoś nie przechodzi mi mięso z renifera :P. Kiełbasę, taką bardziej polską, kupuje najczęściej w estońskim sklepie. Co ja tutaj zauważyłem to finowie maja na wszystko czas, nic nerwowo, pracę wykonują tylko taką która mają w swoich obowiązkach ( trzeba przestawić się przyjeżdzając po pracy w Polsce :) ) Finowie, gdy już kogoś poznają, stają się bardzo przyjacielscy i otwarci. A na imprezach gdzie był alkohol to nie pamiętam czy kiedykolwiek tak dużo się z finami „namisiowałem” :P
    Pozdrawiam
    Robert

    • ~Beti
      22 września 2016 o 20:44

      W jakim mieście mieszkasz?
      Może Helsinki?

      • Natalia
        23 września 2016 o 12:16

        Teraz mieszkam w Singapurze. W Finlandii mieszkałam w Espoo. Nie wykluczam powrotu. :)

  17. 13 czerwca 2015 o 09:00

    Natalio, polecono mi Twojego bloga z racji, że wybieram się do Finlandii na dwa miesiące, a szok kulturowy będzie tym większy, że oprócz polskich, mam jeszcze świeży bagaż doświadczeń hiszpańskich, bo tu teraz mieszkam. Już po pierwszym wpisie widzę, że trafiłam w dobre miejsce, czytam dalej!
    Pozdrawiam

    • Natalia
      13 czerwca 2015 o 17:38

      Z Hiszpanii do Finlandii to rzeczywiście skok na głęboką wodę! Cieszę się, że tutaj trafiłaś. Jeśli będziesz miała pytania, pisz śmiało. :)

  18. 30 czerwca 2015 o 22:13

    Właśnie planuję wypad do Finlandii i bardzo podoba mi się opcja spania w domkach o których piszesz :)

    • Natalia
      30 czerwca 2015 o 22:18

      Dzięki za komentarz. Niedługo na blogu pojawi się relacja z wędrówki po Laponii, podczas której spałam właśnie w takich domkach, a później planuję wrzucić wpis pt. Jak tanio podróżować po Finlandii? Może się Panu przyda. :)

  19. ~Dominik
    26 sierpnia 2016 o 11:19

    planuję wycieczkę ze znajomymi po skandynawii, czytałem, że jest tam potrzebne auto, żeby zwiedzić wszystkie ważne miejsca no i oczywiście widoki :) wypożyczalnia kamperów z mojego miasta oferuje całkiem niezłe ceny, co myślicie o takiej formie zwiedzania finladnii ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook