Z dziennika antropofoba: Singapurska odskocznia – Lazarus, Kusu i Wyspa Świętego Jana (Southern Islands)

UWAGA! BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY. PONIŻSZY WPIS ZOSTAŁ POPRAWIONY I PRZENIESIONY RAZEM Z BLOGIEM. NOWY ADRES WPISU: 


https://www.wswoimzywiole.com/z-dziennika-antropofoba-singapurska-odskocznia-lazarus-kusu-i-wyspa-swietego-jana-southern-islands/

The following two tabs change content below.

Natalia

Autorka
Włóczykij, nurek, biotechnolog. Mieszka w Singapurze, tęskni za Finlandią. Lubi czytać, nad miasta przedkłada łono natury, a na blogu promuje odpowiedzialne podróżowanie.

  15 comments for “Z dziennika antropofoba: Singapurska odskocznia – Lazarus, Kusu i Wyspa Świętego Jana (Southern Islands)

  1. ~Robert
    18 września 2015 o 07:48

    Wyjedź za miasto, a że będzie to oznaczało na przykład przejazd za JB, to chyba nie problem. W Krajach, które miasta mają przecież robi się tak. Kawałek za tym masz już sensowną plażę i wakacyjną okolicę, nawet z resortem. A i droga do wyboru nie jedna, przez Woodlans a może wodą z okolic Changi Beach.

    • Natalia
      18 września 2015 o 08:28

      Mam to w planach. Tak samo jak milion innych rzeczy! Szkoda, że czasu mało, ale co tydzień staram się odwiedzić nowe miejsce (niestety później zazwyczaj brakuje czasu, żeby opisać to na blogu). Co do miast, to właśnie to mi się podobało w Finlandii – niby miasto, a tak naprawdę las. W Polsce natomiast moje małe miasteczko otoczone było jeziorami. Dlatego tak marudzę. :) PS Wydaje mi się, że w języku polskim „resort” ma nieco inne znaczenie, niż to, które mu przypisujesz.

      • ~Robert
        18 września 2015 o 08:48

        Jakoś mi to nie przeszkadza, możesz mówić o tym „dom wczasowy”, jeśli chcesz :-)

        • Natalia
          18 września 2015 o 08:58

          Ha, ha, spoko, ale tak się składa, że wiem, jak na to mówić. ;) Tak się wymądrzam, bo sama kiedyś się zastanawiałam nad znaczeniami słowa „resort”. Ale to było dawno temu, a język się zmienia. No i dzięki za radę dotyczącą plaży. Za kilka miesięcy, jak już wszystko (?) odwiedzę, zrobię jakieś podsumowanie.

          • ~Robert
            18 września 2015 o 09:06

            Za kilka miesięcy to nawet Singapuru jeszcze nie poznasz :-)

          • Natalia
            18 września 2015 o 09:26

            Nie rozumiem. Czy to znaczy, że nie powinnam opisywać tego, co tu zobaczyłam i zobaczę?

    • 20 września 2015 o 21:44

      ciekawy wpis.
      Przywołał mi wspomnienia z Singapuru.
      Miałam dość podobne wrażenia.
      Niestety trafiłam na bardzo niemiłą pogodę.
      Bardzo duża wilgotność w połączeniu w wysoką temperaturą dawała koszmarne wrażenie przebywania w saunie (non stop)
      Lubiłam za to Singapur nocą.
      Jest piękny.

  2. ~Robert
    19 września 2015 o 06:52

    Zauważam problemy z kontekstem, więc pomogę
    |Za kilka miesięcy, jak już wszystko (?) odwiedzę|

    Wrócę za kilka miesięcy, może będziesz już mniej przewrażliwiona.

  3. ~mk
    23 września 2015 o 22:58

    Dobrze, że coś takiego jest :) Balsam na moją duszę. Jedziemy za tydzień znaleźć mieszkanie, w którym spędzimy najbliższy rok w Singapurze, począwszy od stycznia. Ja, człowiek lasu i pól, w wielkim mieście… No nic. Pojeździmy trochę po okolicznych krajach (charakter pracy małżonka), znów odwiedzę tajskie wysepki, pobiegam po Singapurze (wolny zawód) i wrócę do lasu :) Pisz jak najwięcej. Podczytuję i zapisuję!

    • Natalia
      27 września 2015 o 15:12

      Dzięki za odwiedziny. Też bardzo chętnie bym wróciła do lasu…

  4. ~Pacyfa
    17 października 2015 o 01:30

    Przyleć do Australii, mnóstwo dzikich plaż na których będziesz prawie sama i to niedaleko od tak olbrzymiego miasta jak Sydney. Singapurskie linie lotnicze Scoot mają czasem tanie bilety. Zapraszamy :)

    Fajny Blog, nie wiedziałem że z dalekiej i zimnej Finlandii przeskoczyłaś na ciepło i Singapur. Pozdrowienia i powodzenia

    Pacyf

    • Natalia
      18 października 2015 o 11:07

      O, mnie nie trzeba do Australii namawiać! :) Z Singapurem to tak trochę przez przypadek wyszło, ale wydaje mi się, że długo tu nie zabawię; kto wie, może następnym celem będzie właśnie Australia? Fajnie, że wpadłeś na bloga. :)

  5. ~Agi
    30 października 2015 o 08:36

    Bardzo fajny wpis! :) Jeszcze na tych wysepkach nie bylam, ale jak mam ochote na troche zielonego w Singapurze to uciekam do MacRitchie czy PulauUbin, choc tam pewnie jest troche wiecej ludzi, niz na wysepkach ktore opisujesz :)

    p.s. czy mozliwe, ze widzialam Cie na lakeside w dzien wyborow? ;)

    • Natalia
      30 października 2015 o 14:37

      Dzięki. :) MacRitchie i Pulau Ubin też są fajne. Jeśli widziałaś kogoś wyglądającego, jak flaga polski (szłam na mecz Radwańskiej), to pewnie to byłam ja. :)

  6. ~Xavier Polvoski
    6 maja 2016 o 14:39

    I gonna visit Trawangan again this autumn. When I was there last time I had so unusual feelings yeah.
    Trawangan (later I will say how to go here) is the best place in Gili Islands. This is the biggest island.
    If you wanna relax or have very active vacation, I recommend to visit Trawangan. To go here just visit
    easygili. com and buy a ticket on speed boat. There is nice place for fishing and diving.
    You can rent good bungalow for 100k, as u can see price is pretty nice. And if you
    like cannabis or something like this, just go to any restaurant :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook