Życie w Singapurze według Natalii. Część III: Mieszkanie i transport

Mieszkanie w Singapurze zmienialiśmy już trzy razy; jak na dwa lata – to chyba wynik godny wzmianki. Do ostatniego, czwartego, wprowadziliśmy się niedawno, co natchnęło mnie do napisania tego tekstu, wyjątkowo beznamiętnego i bezstronnego. Jak się zatem mieszka w Singapurze? Komfortowo, ale drogo. Co prawda ostatnio ceny nieco spadły – szczególnie w naszej okolicy (Lakeside) – i podczas gdy rok temu za 2500 dolarów singapurskich udało nam się wynająć czterdziestometrową “klitkę” w condo (i to po długich poszukiwaniach, bo jesteśmy wybredni), teraz za prawie tę samą cenę w tym samym condo mamy większe mieszkanie. Oba mieszkania znajdują się niestety blisko torów, co wiąże się z hałasem, ale też niższą ceną. Sami widzicie, że dla kogoś samotnego, kto zarabia powiedzmy 4000 dolarów miesięcznie, wynajęcie kawalerki za ponad 2000 to wydatek bardzo duży (myślę, że wiele osób takie smutne “rozkminy” zna również z Polski). Z tego powodu w Singapurze popularne jest wynajmowanie pojedynczych pokojów, często z dołączoną łazienką (master room). Ale zacznijmy od początku. Co to jest condo? Condo, czyli kondominium, to małe, prywatne osiedle, które zazwyczaj zawiera takie atrakcje, jak basen, siłownia, grill, ładne roślinki oraz Hindusów pilnujących bramy wjazdowej i wyganiających w nocy ludzi z jakuzzi. Mieszkańcy są uśmiechnięci, mówią sobie “dzień dobry”, nikt nie sika do basenów, a Ty możesz sobie zrobić w listopadzie zdjęcie z drinkiem nad swoim basenem, które wrzucisz na Insta, żeby pokazać tym „biedakom” w Polsce, jakie masz „bajeczne życie”. Żartuję (tylko to ostatnie się zgadza). Wspomniane atrakcje są rzecz jasna darmowe – czy raczej wliczone w cenę mieszkania.

Sg3_8

Condo

Z drugiej strony mamy w Singapurze państwowe bloki HDB (Housing & Development Board), które stanowią zdecydowaną większość budynków mieszkalnych. Wszystkie bloki HDB wyglądają podobnie, a w pakiecie zamiast basenu dostaniecie praktyczną kratę na drzwiach. Z blokami państwowymi w ogóle wiąże się wiele ciekawostek. Mieszkań nie można kupić, jedynie wydzierżawić od państwa na okres 99 lat. W blokach obowiązują limity na grupy etniczne (Ethnic Integration Policy), znaczy Chińczyków (limit 87%), Malajów (limit 25%), Hindusów i innych (limit 15%). W mieszkaniach nie wolno trzymać kotów, a psa można posiadać tylko jednego i na dodatek małego (cytuję: a dog of a toy breed or its cross that stands at 40 cm at the shoulders and weighs 10 kg or less). Listę akceptowanych ras można znaleźć na stronie rządowej, a „dozwolony” pies powinien posiać specjalną licencję AVA.

HDB Approved Dogs

Przykłady ras akcpetowanych w blokach HDB (ze strony www.spca.org.sg)

Sg3_1

Bloki HDB (Fot. @DroneArtSg)

Jeśli chodzi o same pokoje i mieszkania do wynajęcia – czy to prywatne, czy państwowe – to przekrój jest bardzo szeroki. Niektóre mieszkania mają meble, inne nie, niektóre są ładne i nowe, inne wyglądają jak więzienne cele. Ja mieszkań naoglądałam się tutaj aż nadto i wśród osobliwości, na które się natknęłam, są między innymi: pralka na balkonie, lodówka na balkonie (!), brak piekarnika, brak kuchni (serio). W HDB brzydkie kraty w oknach to właściwie norma. Mieszkania, nawet te na wysokich piętrach, często wyposażone są w prywatne schrony. Oczywiście nie zawsze jest tak, że mieszkania do wynajęcia w bloku HDB są gorsze od tych w “kondach”. Mogą być nowe i ładnie urządzone, a cena zależy od wielu czynników, między innymi lokalizacji (chociaż zazwyczaj mieszkania w condo są droższe). Jeśli jesteście zainteresowani cenami, najlepiej sami przejrzyjcie oferty. Możecie to zrobić na przykład na propertyguru.com.sg (oferty na stronach niestety często nie zawierają dobrych zdjęć, co jest irytujące).

Kolejna kwestia to szukanie mieszkania. Wbrew temu, co mogą Wam mówić niektórzy ludzie, nie musicie wynajmować pośrednika, który Wam pomoże znaleźć lokum. Bez problemu możecie sami szukać ofert w internecie i umawiać się z pośrednikami właścicieli (“landlordów”) na oglądanie. My w ten sposób znaleźliśmy już dwa mieszkania, a ten jedyny raz, gdy wynajęliśmy pośrednika, wspominamy nie za dobrze. Oczywiście dobry “agent” zaoszczędzi Wam trochę czasu związanego z przeglądaniem ofert i pomoże uporać się biurokracją, chociaż z doświadczenia wiem, że pośrednicy “landlordów” także Wam z papierami pomogą. Z agentem czy bez – zawsze trzeba się targować. Czasem nie zda się to na wiele, ale zazwyczaj przynajmniej ze stówkę opuszczą (nasz rekord to 300 dolarów, czyli ponad 10 procent). Dobra wiadomość jest taka, że “białasy” mają generalnie dobrą pozycję startową w walce z konkurencją (innymi zainteresowanymi wynajęciem danego mieszkania). Najgorzej pod tym względem mają Hindusi.

Wracając jeszcze do nazewnictwa, bo wiem, że często stanowi ono pewien problem, to poza condo, master room i HDB, mamy także common room, czyli pokój bez dołączonej łazienki, i penthouse, czyli mieszkanie położone na najwyższym piętrze budynku. Low floor oznacza piętra od 1 do 5, mid floor – od 5 do 8 (lub do 10), a high floor – powyżej 8 (lub 10). Ground floor to rzecz jasna parter. Generalnie wyżej położone mieszkania są droższe niż te blisko ziemi (zapewne ze względu na komary, hałas, robactwo czy widok). Jak już wspomniałam, ceny w dużej mierze zależą od lokalizacji budynku, czyli dzielnicy (w centrum jest najdrożej) oraz oddalanie od metra (tzw. MRT). Inne czynniki wpływające na cenę są oczywiste: stan mieszkania, wyposażenie, stan i udogodnienia całego condo, i tak dalej.

Sg3_5

Okolice Bukit Timah (Fot. @DroneArtSg)

Publiczny transport w Singapurze jest zorganizowany bardzo dobrze. Najprościej jest przemieszczać się metrem (MRT, Mass Rapid Transit), które jest łatwe do ogarnięcia, wydajne i cały czas rozbudowywane. Pociągi kursują od godziny 5:30 rano do około północy; w godzinach szczytu co dwie minuty. W niektórych rejonach miasta funkcjonuje mniejsza wersja MRT, czyli LRT (Light Rail Transit). Autobusy także działają dobrze i jest ich pod dostatkiem. Bilety na pociągi i autobusy można kupować pojedynczo, ale najwygodniej i najtaniej jest kupić specjalną, uniwersalną kartę (EZ-Link), którą można później łatwo i szybko doładować. Ceny przejazdów są przyzwoite, zależą od czasu podróży (pamiętajcie, żeby odbić kartę przy wychodzeniu z autobusu), a maksymalna stawka to 2.50 S$ – nie tak źle, biorąc pod uwagę, że możecie przejechać za to cały kraj. W godzinach szczytu na peronach może być tłoczno, ale nie wyobrażajcie sobie jakichś apokaliptycznych scen, wszystko przebiega sprawnie (jeśli akurat się metro nie popsuje, co ostatnio na zielonej linii zdarza się zaskakująco często).

Sg3_6

Część sieci trakcyjnej MRT znajduje się nad ziemią

Poza pociągami i autobusami do wyboru macie także taksówki, Ubera, GrabTaxi i rower. Jeśli chcecie sobie sprawdzić przybliżone stawki za taksówki, możecie użyć na przykład tego kalkulatora. Uber i GrabTaxi mają się w Singapurze dobrze i nie musicie się obawiać ataku ze strony rozwścieczonych taksówkarzy. Od niedawna można też korzystać z miejskich rowerów – należy tylko ściągnąć na telefon aplikację oBike. Koszt przejazdu to dolar za pół godziny. Rowery te są dość „toporne”, ale czasem mogą się przydać. Co ciekawe, nie trzeba ich zostawiać na wyznaczonych miejsach, żeby zakończyć przejazd, a tym samym naliczanie opłaty.

Sg3_7

Singapurski rower miejski

Jeśli chodzi o transport własny, prywatny, to moja wiedza jest bardzo ograniczona. Koszt posiadania samochodu w Singapurze jest tak wysoki, że nawet przez głowę mi nie przeszło, żeby się tym zainteresować. Nie znam żadnego “ekspata”, który posiada w Singapurze samochód (chociaż znam takich, co mają motory). Nie będę się zatem podejmować analizy kosztów zakupu czy posiadania samochodu, zresztą takich przykładów znajdziecie w internecie wiele. Jeśli chodzi o motor, to prawo jazdy, które zrobiliście w Polsce, możecie przekonwertować w Singapurze tylko na kategorię 2B (do 200 cc), co nie zmienia faktu, że lepsze to, niż kurs na 2B w Singapurze, który zajmie Wam tutaj jakieś pół roku. Kolejne stopnie (2A i 2), musicie robić w minimum rocznych odstępach (link).

To by było na tyle, jeśli chodzi o trzecią część “Życia w Singapurze”. Jeśli uważacie, że pominęłam jakiś ważny czy przydatny aspekt, dajcie znać w komenatrzu. W kolejnych częściach – o ludziach, języku i kuchni.

Za zdjęcia Singapuru z powietrza dziękuję Arturowi (Instagram: @DroneArtSg).

Poprzednie części:

Część I: Miasto Ogrodów i Zakazów

Część II: O pogodzie i oleju palmowym

The following two tabs change content below.

Natalia

Autorka
Włóczykij, nurek, biotechnolog. Mieszka w Singapurze, tęskni za Finlandią. Lubi czytać, nad miasta przedkłada łono natury, a na blogu promuje odpowiedzialne podróżowanie.

  3 comments for “Życie w Singapurze według Natalii. Część III: Mieszkanie i transport

  1. 22 sierpnia 2017 o 12:09

    Chyba nie mogłabym tam mieszkać na stałe… Trochę za duże i za drogie miasto jak dla mnie. Ale tekst na pewno wielu ekspatom się przyda :)

    • Natalia
      23 sierpnia 2017 o 06:02

      Dla mnie też jest trochę za duże i tłoczne, ale nie jest takie drogie dla ludzi, którzy tu pracują. :) Pod tym względem (zarobki/ceny) jest trochę podobnie, jak np. w Skandynawii.

  2. ~Grd
    1 września 2017 o 21:27

    Bardzo fajny wpis, szczerze to czekałem na kolejną część :) W Singapurze byłem przez rok, mieszkałem w HDB z dziewczyną i jej rodziną, trochę czasu minęło odkąd tam nie mieszkam ale ciągle mam ogromny sentyment do tej małej, czerwonej kropki.

    Jesli chodzi o wydatki na mieszkanie i życie to tak jak wszędzie, da się w Singapurze żyć tanio (taniej niż w UK czy Australii).

    Pozdrawiam! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook